Każdy z nas, kto zachorował kiedyś na pewną nieuleczalną chorobę zwaną "rowerem", słyszał bądź z pewnością usłyszy dziwną i tajemniczą nazwę bałtyckiej wyspy. Po tym jak już usłyszy, to z pewnością prędzej czy później wyląduje w Nexo lub Ronne. Powód jest prosty - Bornholm to jedno z kilku miejsc na ziemi, gdzie na tak niewielkim obszarze jest tak niezwykłe nagromadzenie historii, cudownej przyrody i świetnych ścieżek rowerowych. Nie ma co ukrywać: to nie dzika Alaska, ale poza sezonem, wiosną czy też wczesną jesienią jest tam spokój i brak tłumów. Mnie szczególnie Bornholm przyciągał połączeniem skandynawskiego krajobrazu i niezwykle rzadkimi zabytkami pod postacią romańskich rotund oraz największym zamkiem epoki średniowiecza Północnej Europy. Potem okazało się, że do tej listy można dołączyć wiele, bardzo wiele nowych punktów.
Tym razem była to wiosna i sztormujący prom z Kołobrzegu do Nexo. Pływanie katamaranem przy wysokiej fali można by rzec jest dziką przyjemnością. Jednak zimny wiatr na pokładzie i coraz bardziej szmaragdowy Bałtyk umilały nam podróż. I tak przybiliśmy do Nexo, po lewej pozostawiliśmy plaże Dueodde, Balkę i Snogebaek. A my, ruszając na północny wschód do Arsdale i Svaneke, zanurzaliśmy się w ten przecudny bornholmski świat. Nie będę się tu rozwodził nad fantastycznym wyspiarskim systemem ścieżek rowerowych, ich oznakowaniem i kulturze kierowców, bo to jest coś, czego trzeba po prostu doświadczyć. Faktem niezaprzeczalnym jest, że dzięki tym kwestiom poznawanie Bornholmu jest niezakłócone i bardzo bezpieczne. Jako bazę obraliśmy sobie Svaneke. To pięknie położone i niezwykle urokliwe miasteczko jest idealne na poprowadzenie tras w kierunku najciekawszych miejsc wyspy. Niezaprzeczalnym argumentem jest również świetny lokalny browar Bryghus. Tak jak na całej wyspie znajduje się tam również wiele galerii sztuki i manufaktur szkła. Generalnie cała wyspa sprawia wrażenie głęboko nasiąkniętej kulturą i sztuką nowoczesną, co widać tak w architekturze jak i obiektach muzealnych, których znajduje się tu bardzo wiele jak na tak małą społeczność.
Bornholm z racji na swą geologię jest wymarzony dla rowerzystów - obszar niezbyt pofalowany, z łagodnymi wzgórzami na północy. Wyjątkowej urody zachodnie wybrzeże, pełne szkierów, jest kwintesencją Skandynawii. Z tego powodu niezwykle atrakcyjną widokowo trasę pokonaliśmy wzdłuż zachodniego wybrzeża wyspy przez położone na klifie Gudhjem, aż po skalisty i wyniosły Hammeren. Na tym cyplu czeka zamek Hammershus. Jego potężne ruiny świadczą o minionej potędze. Przy pięknej, chłodnej pogodzie dostrzegliśmy wybrzeże Szwecji. Trasa powrotna poprowadziła nas rolniczym interiorem wyspy przez Olsker oraz Osterlas, gdzie znajdują się wspaniałej urody rotundy romańskie. Kościoły te olśniewają swą oryginalną architekturą i tajemnicą jaką odczuć można wokół nich. Trasa jaką pokonaliśmy kipiała również historią, nieco starszą niż kościoły rotundowe. Wzdłuż wybrzeża, na północy oraz w Luisenlund znajdują się menhiry oraz groby wikingów, przypominające o tej jakże ważnej fazie historii Bornholmu. Szczególnie obok Svaneke na Drodze królewskiej, gdzie znajduje się duża grupa kurhanów, można wyczuć echa najdawniejszych dziejów wyspy. W tych okolicach odkryto największy skarb złotych blaszek wotywnych jaki oglądaliśmy w Muzeum Bornholmu podczas dalszych wypadów, tym razem na zachód wyspy w kierunku Ronne.
Bardzo ciekawą trasę pokonaliśmy właśnie w kierunku zachodnim. Prowadziła ona pięknymi lasami Almindingen, aż po Vestermarie. Następnie kolejna rotunda okryła przed nami część swych tajemnic w Nylars. Stamtąd dotarliśmy do Ronne, największego miasta wyspy i jego ciekawych muzeów. Trasa poprowadziła nas dalej na północ w stronę Nyker, ostatniego kościoła rotundowego na Bornholmie.
Kolejne dni upłynęły nam na krótszych wypadach z racji na gorszą aurę. Niestety Bornholm, jak to wyspa, ma swe kaprysy i mimo tego, że to najbardziej słoneczne miejsce na Bałtyku, gdzie rosną daktyle, wiosenna pogoda bywa zmienna, a wiatry wieją z potężną siłą.
Bornholm wciąga, mimo, że nie najbardziej dziki i egzotyczny, zawsze chce się tam powracać. Tak blisko, a tak niezwykle daleko.